piątek, 11 września 2015

Dubaj





DUBAJ, 3.09 - 8.09





Zanim pojechałam do Dubaju, słyszałam o nim sporo. Że taki bogaty, że bardzo drogi, że coś ekskluzywnego. Miasto miało zachwycać pięknem potężnych drapaczy chmur i modernistycznych budynków, nowoczesnością i klasą samą w sobie. Drogi miały być wypełnione Ferrari i Porshe, a sama policja miała mieć jedno z lepszych sportowych aut. Tak nastawiona, trochę się rozczarowałam. W ciągu pięciu dni udało mi się ujrzeć jedynie kilka naprawdę dobrych, sportowych aut, jakich spodziewałam się mnóstwo. Ulic Dubaju wcale nie wypełniają Jaguary, a bardziej popularne, aczkolwiek dobrej klasy auta. Faktycznie, budynki w centrum były ładne, niektóre robiły naprawdę dobre wrażenie, ale widok psuły wszechobecne place budowy i… beton, beton i więcej betonu. Brak zieleni jest oczywisty w tym klimacie, ale mając takie możliwości majątkowe mogliby to inaczej zagospodarować. Miasto na siłę stara się o trochę roślinności, więc w parkach możemy się spotkać z pięknymi dywanami traw i palmami, oplecionymi rurkami nawadniającymi.




Widok z Burj Khalifa na budynki i place budowy


Dubaj zachwyca jednak czymś innym niż swoją zewnętrzną powłoką. Dubaj zachwyca pomysłem, zachwyca ludźmi, zachwyca porządkiem i kulturą. Zachwyca do tego stopnia, że jestem tym miastem szczerze urzeczona. Tutaj nie musisz się martwić, że cię okradną w tłumie czy zaatakuje cię jakiś pijak. Nie spotkasz też żadnego nachalnego żebraka. W tym mieście bezrobocie jest nielegalne, przestępczość praktycznie zerowa, a chodzenie pijanym po mieście karalne. Ludzie zostawiają auta na włączonym silniku na parkingach, żeby klimatyzacja szła i są pewni, że po powrocie auto dalej będzie stać. Co się robi w Dubaju? Jeździ na wielbłądach! Chodzi po pustyni. Ogląda się bogatych arabów w białych strojach i przechadza się wielkimi korytarzami centrum handlowego, popijając szejka z mleka wielbłąda. Chodzi się w chustach na głowie (chroniących przed upałem) i długich sukienkach w 40 stopniach Celsjusza , by zaraz zamarznąć w klimatyzowanym metrze i wejść  do galerii handlowej, gdzie jest najprawdziwszy śnieg i stok narciarski. Ogląda się rekiny pływające zaraz obok ludzi w samym środku centrum handlowego i odważnych, którzy nurkują między nimi. Ogląda się ludzi, kupujących sztabki złota w automacie. Gdzie indziej mogłabym to zrobić?


Aquarium w Dubai Mall



Ski Dubaj, zjazd saneczkarski

Czułam się jak księżniczka. W metrze mieliśmy osobny przedział dla kobiet, pełen miejsc siedzących. Z każdej strony obsługa. Zjesz coś w McDonalds i nie zdążysz jeszcze zebrać wszystkich śmieci na tackę, kiedy podchodzi do ciebie miła, uśmiechnięta Pani i prosi, żeby mogła za ciebie posprzątać. W ubikacji tak samo radosna kobieta podaje ci ręczniki papierowe do wycierania rąk, jak tylko je umyjesz. Wszyscy są tam mili i uśmiechnięci, chętni do pomocy. Największy szok przeżyłam, gdy stojąc przy 4 pasowej jezdni wypełnionej autami, czekając na odpowiedni moment na jej przekroczenie, zobaczyliśmy, że z parkingu wyjechał Pan swoim vanem i stanął w poprzek drogi, by w ten sposób zatrzymać ruch i umożliwić nam przejście.  Ludzie są tam bardzo wygodni, a o klienta bardzo mocno się zabiega. Gdy staniesz przy drodze klimatyzowanym autem, by kupić jedzenie na wynos, nie musisz z niego nawet wysiadać – wystarczy zatrąbić, a zaraz kelner podejdzie zebrać zamówienie i donieść jedzenie.


Wyraźnie widać, gdzie kończy się przedział "tylko dla kobiet" :) 

Hotel kosztował nas jedyne 90 zł za noc. Dzielnica Deira, od miasta spory kawałek. Jednak mieliśmy 2 minuty do metra, co było dużym ułatwieniem, szczególnie w godzinach największych upałów. W klimatyzowanym metrze już mogę jeździć ile trzebaJ Pokoik miał wszystko, czego byśmy chcieli, powiedziałabym wręcz że wydawał się zbyt ekskluzywny, jak na nasze dotychczasowe standardy. Obsługa codziennie dostarczała świeże ręczniki, sprzątała i naprawiała, co zepsuliśmy (eh, te korki w zlewach i urywające się słuchawki od prysznica). Bez problemu użyczali nam telefonu do skontaktowania się z biurem turystycznym, a Panowie na recepcji byli tak mili, że aż mnie to peszyło. Oczywiście, że jako goście nie możemy stać w pełnym słońcu, czekając na naszą podwózkę, powinniśmy usiąść w holu, a Pan portier zaczeka za nas i zawoła, kiedy mamy wyjść! To był najtańszy i najgorszy hotel w Dubaju, ciężko mi jest sobie wyobrazić jak to wygląda w tych za kilka tysięcy AUD za noc…



Pierwszego dnia poczuliśmy klimat starego Dubaju. Rynki tekstylny, złota i przypraw to obowiązkowa pozycja przy zwiedzaniu Deiry. Mam wrażenie, że nie da się z tamtąd wyjść z pustymi rękami, sprzedający są w stanie zejść naprawdę sporo z ceny żeby jednak ci coś sprzedać. Efekt? Kupiłam kaszmirową chustę (której wcale nie miałam zamiaru kupować) za 60 zł zamiast 250 zł i jeszcze zrobiliśmy sobie selfie z panem handlarzem. W okolicy też zjedliśmy pyszny obiad w indyjskim stylu, gdzie nie było sztućców, a jadło się prawą ręką:)







Pakowanie herbaty na targu przypraw


Na targu ryb sprzedawca bardzo namawiał do robienia zdjęć

W centrum naszą pozycją numer 1 był Burj Khalifa, na którego warto zarezerwować sobie bilety online (oszczędzamy jakieś 250 zł). Już sama winda zrobiła na mnie wrażenie, nie tylko poprzez ponadprzeciętną szybkość, ale także przez świetne efekty świetlne, które występowały podczas jazdy. Na szczycie oczywiście pełno ludzi i piękny widok na miasto, wraz z wszystkimi jego budowlami i oczywiście budowami. Żałowałam tylko, że nie było widać sztucznej wyspy, miałam nadzieję, że nie będzie aż tak daleko od punktu widokowego.



W Dubai Mall wstąpiliśmy na dobry obiad w shamianie oraz do Aquarium. Bilety do Aquarium normalnie kosztują 100 zł/osobę za najuboższy pakiet, ale my kupiliśmy książkę ze zniżkami do wielu atrakcji i knajp, Entertainer, która umożliwia nam nabycie 2 biletów w cenie 1. Warto wyposażyć się w taką książkę, bo jej koszt się zazwyczaj szybko zwraca i jesteśmy w stanie dużo zaoszczędzić. 



W Entertainerze jest także sporo zniżek na Desert Safari. My wybraliśmy się z grupą Arabian Nights i byłam naprawdę zadowolona z tej atrakcji. Ludzie, pustynia i pełno białych Land Cruisers. Jazda po brzegach wydm, kołysanie na krawędzi, piasek sypiący na okna auta, pustynny drift. Po przejażdżce dotarliśmy do „wioski Beduinów”, gdzie mogliśmy usiąść i przejechać się na wielbłądzie, zrobić tatuaż z henny, zapalić shishę i zjeść mini tortillę przy jednoczesnym zapewnieniu nieograniczonej ilości zimnych napojów, oglądając pokaz tanoura dancing. Gdy przyszedł czas na BBQ dinner, rzuciliśmy się wszyscy do stolików wypełnionych sałatkami, humusem, ciecierzycą i wszelkiego rodzaju indyjskim jedzeniem, nabierając z każdej potrawy po trochu „na spróbowanie”. Jak dowiedziałam się, że jest jeszcze deser w postaci puddingu z mango i budyniu kokosowego, oszalałam. Zjedliśmy oczywiście tyle, że później nie mogliśmy ruszyć się znad stolika. Bogu dzięki, że był jeszcze pokaz tańca brzucha, przy którym mogliśmy sobie trochę odsapnąć przed ponownym wjazdem na pustynie… Cała atrakcja wyszła nas jedyne.. 150 zł! To bardzo mało, szczególnie zważywszy na ilości jedzenia i picia, które w Dubaju do tanich nie należą…







Będąc dłużej w Dubaju, warto pojechać na jeden dzień do Abu Zabi. Wielki Meczet robi naprawdę ogromne wrażenie, zarówno w dzień jak i w nocy. Kobiety muszą się przygotować na to, że zostaną poproszone o bezpłatne wypożyczenie abai, aby wejść na teren meczetu. My wybraliśmy się także do Emirates Palace, 7* hotelu, do którego (w przeciwieństwie do Burj al Arab) można swobodnie wejść i pozwiedzać. To właśnie tam między innymi natknęliśmy się na automat ze sztabkami złota i zobaczyliśmy menu restauracji, w której można zamówić cappuccino ze złotem lub burgera z wielbłąda.


Idealny strój na 40 stopni:)


Emirates Palace

Wnętrze Emirates Palace


Mówi się, że Dubaj to miasto dla bogaczy. Owszem, dla bogaczy to na pewno raj, bo wiele miejsc jest naprawdę bardzo drogich i żeby pozwolić sobie chociaż na głupią kawę trzeba mieć sporo w kieszeni. Z większym portfelem można tam też więcej zobaczyć, bo aby zobaczyć takie hotele jak Atlantis czy Burj al Arab trzeba tam zarezerwować miejsce w restauracji. Jednak dla kogoś, kto wcale nie ma takich pieniędzy, a chce poczuć bijący od miasta luksus, taka wycieczka też jest możliwa.

Wydatki:


600 zł – samolot w dwie strony z Budapesztu
90 zł * 5 nocy = 450 zł – nocleg
150 zł – wejście na Burj Khalifa
150 zł – Safari z BBQ
50 zł – Aquarium
100 zł – pamiątki
50 zł – przejazd do Abu Zabi
100 zł – przejazdy metrem i autobusami, taksówkami
370 zł – jedzenie, picie
20 zł – inne atrakcje


SUMA: 2040 zł 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz